wtorek, 26 marca 2013

My, "wielcy" ludzie

No cóż, do osób nadzwyczaj cierpliwych nie należę. 

Minęło półtora tygodnia, a ja dzisiaj wślizgnęłam się na wagę. Lekko nieśmiało z niewielkimi obawami, ale jeszcze większymi oczekiwaniami. Z nutą rozgoryczenia i świadomością, że jeśli waga nie pokaże zadowalającego numerka, to zabiję nią kogoś.
Czego ja się nędzna kreatura spodziewałam? Lustro nie kłamie przecież. Trochę nieskromnie powiem, że wizualnie może i ten tandem ruszył. Talia jakaś taka bardziej uwidoczniona, a i nóżka zwinniejsza się wydaje…

Ale spokojnie, do zgrabnej foczki mi daleko, na razie przypominam dziecię hipopotama z nadwagą.

Dżyzasssss, jakie to niesprawiedliwe… Los lubi płatać figle. Osobie tak mało aktywnej fizycznie nadprogramowe kilogramy przypisał. Codziennie rano toczę batalię sama ze sobą, by podnieść się z łóżka, a co dopiero BIEGANIE? BRZUSZKI JAKIEŚ?

Górnolotne cele, wzniosłe ideały, szlachetne pobudki – trudne życie WIELKICH ludzi… :/


xoxo

Na koniec jakiś obrazek, czy inspiracja, bo na blogach podobno tak się robi. :]







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Popularne posty