niedziela, 28 kwietnia 2013

Moja największa motywacja

"Wyglądasz świetnie..."

Powyższe dwa wyrazy największą motywacją. Samemu trudno dostrzec przed lustrem, że coś się zaczęło zmieniać w wyglądzie, dlatego tak wspaniale jest usłyszeć dobre słowo od ludzi, którzy na co dzień w morderczej walce nie uczestniczą.
Daje kopa... Większego nawet niż po zdaniu sobie sprawy z nieposiadania pępka. 







środa, 24 kwietnia 2013

Spalanie kalorii podczas biegania

Wtem ziemia się zatrzęsła, a mury zadrżały. Nie, to nie trzęsienie ziemi. To ja zostałam powalona na kolana przez poniższą informację...



źródło: badzfit.blogspot.com


wtorek, 23 kwietnia 2013

Try even HARDER!!

Jak powiedziałam, tak zrobiłam. Ćwiczyłam prawie do upadłego. Nie jestem zadowolona. Podejrzewam, że byłabym dopiero gdybym się upodliła przy tym morderczym workoucie. Ktoś powinien stać nade mną z biczem i wyzywać od grubasów. Może to by mnie zmotywowało odpowiednio.

W każdym razie jestem zmęczona. To chyba dobrze. Znak, że ćwiczenia choć trochę dały mi w kość.

Dzisiejszy trening: 
- 45 min jogging
- 50 squats
- sit-ups
- 30 min stretching
- 15 min cardio with Mel B

Oby się tylko nie zatrzymywać, a będzie pięknie.




Nie mam pępka

W czterech literach mam jednak te wszystkie głupie teksty o motywacji... Nie mam pępka- to chyba wystarczający powód, by pójść biegać !!!

Dziękuję. Dobranoc. 




Post motywacyjny


Najtrudniej zawsze jest zacząć. Narzekać potrafimy jak żaden inny naród, ale wziąć się w garść I zacisnąć zęby już jest trudniej. Mówię tak również na swoim przykładzie.

Milion już razy zaczynałam przygodę z dietą i ćwiczeniami. Przyświecały mi wzniosłe ideały,  plany były duże, a jeszcze większe miały być efekty. Oczywiście nigdy nic z tego nie wychodziło. No, może nie nigdy. Dosłownie 2 razy w życiu udało m się stracić mój nadprogramowy balast, ale jak widać wszystko do mnie powróciło jak bumerang. Ostatnim razem nawet z nawiązką. Zawsze ważyłam więcej niż powinnam, więc nawet nie zdawałam sobie sprawy, gdy z dnia na dzień przemieniałam się w hipopotama. 

Nie jestem z siebie zadowolona. Ćwiczę codziennie, ale nie widzę efektów. Waga stoi w miejscu, a ja zaczynam się zastanawiać, czy wszystko ze mną w porządku ? Wszyscy wokół stają się mniejsi, oprócz mnie.

Najważniejsze to się nie poddawać. Nie tracić nadziei, że jednak może nam wyjść, że tym razem się uda, a wszystkim kopary opadną do samej ziemi. Choć tak trudno jest trwać w swoich postanowieniach. Choć ciężko jest się zebrać do wyjścia z domu i rozpoczęcia treningu, to późniejsza satysfakcja jest nie do opisania. Wystarczy popatrzeć na osoby, którym już się udało. Szczerze, nienawidzę ich za to… yhh… ta bezsensowna zazdrość, ale może z drugiej strony dosyć zdrowa. Dzięki niej mam siłę, by trwać dalej w swoich postanowieniach.

Nie umiem motywować ludzi. Szczególnie do rzeczy, których ja sama nie jestem w stanie osiągnąć. Zapewne nie porwałabym tłumu, ale, czy nie inspirujący jest fakt, że te kilka zbędnych kg dzieli od bycia naprawdę szczęśliwym? 





Benefits of a Bicycle

Jako iż staram sobie urozmaicać ćwiczenia, codziennie wybieram coś innego. Mam dosyć stania w miejscu i gibania się na boki z Jillian, czy Chodakowską. Odkąd pogoda zrobiła się dosyć znośna wychodzę na świeże powietrze. Taa... ptaszki ćwierkają, niedźwiadki obudziły się ze snu, a nawet małe słonie, takie jak ja, opuściły swoje legowisko.

W związku z codziennym treningiem, wczorajszego przyjemnego wieczoru wsiadłam na rower. Ah... cóż za uczucie. Czułam się jak Królowa Życia- wiatr we włosach, muzyka w uszach, delikatne promienie zachodzącego słońca łaskotały mnie po policzkach, a jedynym problemem zaprzątającym mi głowę był fakt, że zasłaniam świat swoim tyłkiem osobom podążającym ścieżką za mną. Przez bite 2 godziny zwiedziłam połowę dzielnicy i byłam z siebie niesamowicie dumna. 

Teraz trochę faktów, zamiast mojego biadolenia...


Jazda na rowerze sprawia, że uda i łydki stają się smuklejsze. Do wysiłku zaangażowane są również biodra, mięśnie brzucha i grzbietu. Pobudzone do pracy mięśnie pobierają zapasy energii z komórek tłuszczowych, dzięki czemu nie tylko chudniemy, ale też normalizuje się poziom cukru we krwi. 

Jeżdżąc na rowerze, zwłaszcza przez długi czas, wiele energii zostaje zużytkowanej, a co za tym idzie, spalana jest tkanka tłuszczowa. Godzina jazdy na rowerze pozwala spalić około 500 kalorii i to bez większego wysiłku. 

źródło:  portal.abczdrowie.pl





poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Nothing's easy...

Bałam się tej chwili jak diabeł wody święconej...

Stanęłam dzisiaj na wadze, a ona nawet nie drgnęła. No... może kilka deko mniej jest jest, ale to mało istotne. 

Jaka jest sprawiedliwość na tym świecie?  Katuję się dietą, wyliczam praktycznie każdą kalorię, bardzo rzadko pozwalam sobie na zachcianki, ćwiczę praktycznie codziennie, a na końcu i tak NIC? Trudno jest mnie zmotywować do czegokolwiek i na serio jestem wyrozumiała. Wiem, że nie zrzucę tego wszystkiego w miesiąc, ale na BOGAAAAAAAAAA... Robić to wszystko, a i tak nie widzieć efektów? Każdy by oszalał.

Nie wiem w jaki sposób mam dalej w tym trwać. 


hmmm...  Już zawsze pozostanę gigantyczną kreaturą bez bliżej sprecyzowanego, kobiecego kształtu . Jedyną nadzieją jest to, że może wagę mam jakąś wadliwą... :|









niedziela, 21 kwietnia 2013

Squat challenge

Ekhm... codziennie co nowego wpada mi do głowy. Coraz to bardziej wymyślne ćwiczenia, gadżety fikuśne,  dodatki rozmaite.. Nie licząc już tego, że moją obsesją, bo hobby już tego raczej nazwać nie można, stało się czytanie blogów o odchudzaniu. God... 

Dzisiaj na przykład wymyśliłam sobie, że zacznę robić przysiady. Moje sokole oko przyuważyło, że cztery litery mam płaskie jak rozległa równina prerii i jako, że jestem Panią życia postanowiłam wziąć swój tyłek w swoje ręce.

Tak więc na początek 50 przysiadów dziennie - Challenge accepted! 


Jutro jest dzień ważenia. Boję się jak stąd do wieczności. 





Keep calm and run


Przed kilkoma dniami nabrałam przekonania, że jednak każdy może biegać. Nawet tak niezgrabne kreatury, pod którymi ziemia się trzęsie, jak ja.

Podchodziłam dosyć sceptycznie do tematu. Uważałam, że nie ma kondycji odpowiedniej. Jak widać katowanie się bieganiem po schodach wylewając przy tym siódme poty opłaciło się K. Nie zwymiotowałam płuc, nie odpadły mi nogi, a język nie owinął się wokół szyi. 

Mój maraton trwał godzinę i owa godzina sprawiła, że stałam się szczęśliwszym człowiekiem. To prawda, że bieganie wpływa również na nasze samopoczucie i psychiczne podejście do życia. Zrozumiałam, że mam w sobie wystarczające pokłady siły i energii, by dotrwać do końca w swoim postanowieniu i już nigdy nie musieć martwić się nadbagażem kilogramowym.

Gdy tracę motywację, a takich chwil jest bardzo dużo, przypominam sobie, jak szczytne cele mi przyświecają. Głównym z nich jest coś w stylu „oby szczeny wam opadły”. Niby nie odchudzam się dla kogoś, ale jednak ten argument przemawia do mnie najbardziej :P.











środa, 17 kwietnia 2013

Killer Kardio

W przypływie gorszego nastroju skasowałam bloga. Reaktywacja nastąpiła, gdyż wróciła potrzeba podzielenia się z całym światem moimi frustracjami.
Zmieniam trochę wymiar blogowania. Od tej pory będzie to mój dziennik motywacji. 

Przejdźmy do konkretów. Na wadzę -2,5 kg. Jestem zadowolona, ale szału nie ma, dupy nie urywa. Dietę trzymam jak tylko mogę, ale trudniej z ćwiczeniami. Chciałabym się bardziej zmotywować i robić to bardziej regularnie. Na obecną chwilę wewnętrznego samozaparcia starcza mi na workout co dwa dni. Chyba mam za mało luster w domu... :|

Poniżej wklejam wczorajszy plan treningu. Przyznam szczerzę, że można się upodlić... Nie umarłam, ale byłam bliska. W każdym razie miejsce na cmentarzu na wszelki wypadek już czeka wynajęte... :|


Popularne posty