wtorek, 23 kwietnia 2013

Post motywacyjny


Najtrudniej zawsze jest zacząć. Narzekać potrafimy jak żaden inny naród, ale wziąć się w garść I zacisnąć zęby już jest trudniej. Mówię tak również na swoim przykładzie.

Milion już razy zaczynałam przygodę z dietą i ćwiczeniami. Przyświecały mi wzniosłe ideały,  plany były duże, a jeszcze większe miały być efekty. Oczywiście nigdy nic z tego nie wychodziło. No, może nie nigdy. Dosłownie 2 razy w życiu udało m się stracić mój nadprogramowy balast, ale jak widać wszystko do mnie powróciło jak bumerang. Ostatnim razem nawet z nawiązką. Zawsze ważyłam więcej niż powinnam, więc nawet nie zdawałam sobie sprawy, gdy z dnia na dzień przemieniałam się w hipopotama. 

Nie jestem z siebie zadowolona. Ćwiczę codziennie, ale nie widzę efektów. Waga stoi w miejscu, a ja zaczynam się zastanawiać, czy wszystko ze mną w porządku ? Wszyscy wokół stają się mniejsi, oprócz mnie.

Najważniejsze to się nie poddawać. Nie tracić nadziei, że jednak może nam wyjść, że tym razem się uda, a wszystkim kopary opadną do samej ziemi. Choć tak trudno jest trwać w swoich postanowieniach. Choć ciężko jest się zebrać do wyjścia z domu i rozpoczęcia treningu, to późniejsza satysfakcja jest nie do opisania. Wystarczy popatrzeć na osoby, którym już się udało. Szczerze, nienawidzę ich za to… yhh… ta bezsensowna zazdrość, ale może z drugiej strony dosyć zdrowa. Dzięki niej mam siłę, by trwać dalej w swoich postanowieniach.

Nie umiem motywować ludzi. Szczególnie do rzeczy, których ja sama nie jestem w stanie osiągnąć. Zapewne nie porwałabym tłumu, ale, czy nie inspirujący jest fakt, że te kilka zbędnych kg dzieli od bycia naprawdę szczęśliwym? 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Popularne posty