niedziela, 21 kwietnia 2013

Keep calm and run


Przed kilkoma dniami nabrałam przekonania, że jednak każdy może biegać. Nawet tak niezgrabne kreatury, pod którymi ziemia się trzęsie, jak ja.

Podchodziłam dosyć sceptycznie do tematu. Uważałam, że nie ma kondycji odpowiedniej. Jak widać katowanie się bieganiem po schodach wylewając przy tym siódme poty opłaciło się K. Nie zwymiotowałam płuc, nie odpadły mi nogi, a język nie owinął się wokół szyi. 

Mój maraton trwał godzinę i owa godzina sprawiła, że stałam się szczęśliwszym człowiekiem. To prawda, że bieganie wpływa również na nasze samopoczucie i psychiczne podejście do życia. Zrozumiałam, że mam w sobie wystarczające pokłady siły i energii, by dotrwać do końca w swoim postanowieniu i już nigdy nie musieć martwić się nadbagażem kilogramowym.

Gdy tracę motywację, a takich chwil jest bardzo dużo, przypominam sobie, jak szczytne cele mi przyświecają. Głównym z nich jest coś w stylu „oby szczeny wam opadły”. Niby nie odchudzam się dla kogoś, ale jednak ten argument przemawia do mnie najbardziej :P.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Popularne posty