wtorek, 28 maja 2013

Do odchudzania trzeba dojrzeć.

Work hard. Have fun. No drama. 


Dzisiaj postanowiłam się trochę uzewnętrznić…

Moja droga do podjęcia stanowczej decyzji dotyczącej zmiany trybu życia nie była prosta. Spacerowałam krętymi ścieżkami zbudowanymi z moich własnych słabości, po bruku wyłożonym zachciankami i kaprysami. Wpędzana często w ślepy zaułek przez miliony wymówek. Bez drogowskazu, bez mapy, po omacku i na oślep. Krążyłam w kółko, jak pijane dziecko we mgle… :v

Postanowiłam przestać narzekać, że wakacje za pasem, a ja nadal jestem gruba. Wyłączyć fejsbuka i po prostu wziąć się za siebie!

Obudź się z determinacją. Idź spać z satysfakcją.

Nie ma możliwości, aby zacząć robić coś ze sobą, tylko dlatego, że czuje się presję otoczenia, uszczypliwe uwagi, czy nie mieści się w drzwiach. Decyzja musi być podjęta wewnętrznie, w zgodzie z samą sobą, inaczej z góry jesteśmy skazani na fiasko! Nie, to już nie będzie typowe niepowodzenie. Niepowodzenie jest to zwykły brak odniesienia sukcesu. Ale fiasko… Fiasko jest to kataklizm o niewyobrażalnych proporcjach. Jest to przypowieść opowiadana innym, by sprawić, by dziękowali losowi, że nie przydarzyło się to właśnie im.

Najtrudniej jest zacząć. I choć przechodziłam już przez to Milion Pięćset Sto Dziewięćset razy postanowiłam zrobić to jeszcze raz. Ostatni. Dobrze i do końca. Teraz staram się nie marnować ani jednego dnia. Każdy opuszczony trening, każda zachcianka w diecie oddala Cię od Twojego największego marzenia. Chwilowe zachcianki, zgodnie z nazwą, zadowalają tylko przez chwilę. Zastanów się, co jest dla Ciebie ważniejsze? Czy było warto? Każdy dzień, to jeden krok bliżej…

Porozmawiałam sama ze sobą. Zadałam kilka pytań… Chcę jeść pysznie, czy wyglądać pysznie? Dowiedziałam się, że wcale nie jestem szczęśliwa. Czuję się słaba i niedoceniona, a przecież zasługuję na to by czuć się piękna. Czasem mam ochotę zrezygnować, ale przypominam sobie o tych wszystkich madafakerach, którym chciałabym coś udowodnić!!

Moja motywacja nadal utrzymuje się na najwyższym poziomie. Momentami czuję się, jakby mi ktoś zainstalował motorek w tyłku! To trening jest najlepszym sposobem na złość i wkurzenie na cały świat. Odcinasz się od rzeczywistości, upadlasz do granic możliwości, a jedyne na co masz później ochotę to zasnąć… albo wypluć płuca… albo umrzeć…

Dokonaj pomsty za każdą chwilę, gdy płakałaś nad swoim ciałem. Za każdy moment, gdy nienawidziłaś tego, co widzisz w lustrze. Zrób to dla siebie!

Slow down. Calm down. Don’t worry. Don’t hurry. Trust the process.












7 komentarzy:

  1. Te motywacje są wprost cudowne!
    Napisałaś tutaj samą prawdę, a tak poza tym, to cieszę się, że działasz cały czas na najwyższej motywacji, u mnie od wczoraj także utrzymuje się ona na wysokim poziomie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Motywacja jest najważniejsza! Uważam, że to przede wszystkim od niej zależy nasz dalszy sukces!

      Powodzenia! :)

      Usuń
  2. Motorek w tyłku to bardzo ważna rzecz wbrew pozorom ^^ :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. heheh... jasne, to on napędza do działania. Czasem już człowiek na autopilocie jedzie. Byle skończyć zestaw ćwiczeń i mieć już święty spokój. :)

      Usuń
  3. Bardzo porządna motywacja :) Dzięki :)
    I tak na prawdę wszystko zaczyna się w głowie, gdzie musimy sobie wypracować odpowiednie podejście, najbardziej z Twojego posta podobało mi się pytanie: "Jeść pysznie, czy wyglądać pysznie?"
    Ja już sobie odpowiedziałam - WYGLĄDAĆ PYSZNIE :)
    Powodzenia i dla Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tobie również życzę powodzenia! No i wierzę, że Ci się uda.

      Jeśli same sobie nie wytłumaczymy, dlaczego w ogóle zaczynamy naszą walkę, nie ma mowy o wygranej... ;)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. ekstra;D Fajnie przelewasz na papier wszystko to, co czuje równiez ja xd
    Dzięki;**
    Pozdrawiam, Joasia;)

    OdpowiedzUsuń

Popularne posty