czwartek, 27 czerwca 2013

Dlaczego mężczyźni nie gustują w grubych kobietach?

Jakiś czas temu poruszyłam na blogu temat samoakceptacji, oraz tego, iż nie rozumiem, jak można świadomie pozwalać, na bycie mało atrakcyjną, poprzez nadprogramowe programy. Wywołało to nie lada zamieszanie w komentarzach. Od razu zaznaczam, że nie mówię o osobach, które poprzez zdrowotne problemy noszą nadprogramowy bagaż tłuszczu. To inna sprawa. Cały czas opieramy się na świadomości potencjalnego zjadacza chleba płci żeńskiej, pochodzącego z kraju nad Wisłą.


Na początek zadam bardzo jasne i klarowne, mam nadzieję, pytanie. Dlaczego się odchudzasz, skoro tak bardzo akceptujesz siebie? Oczywiście od razu wykluczamy aspekty zdrowotne… Rozumiem, jeśli ktoś nagle złapał zajawkę na bieganie, czy pływanie. Wysmuklenie sylwetki jest normalnym następstwem długiego procesu wykonywania swojego hobby. Ale nigdy odwrotnie! Nie biegasz dla samego biegania, ale dlatego aby schudnąć, a to, że akurat ową czynność nadzwyczaj polubiłeś to zupełny przypadek.

Tacy właśnie jesteśmy. Kruche namiastki społeczeństwa, ślepo wierzące we wzniosłe ideały i szlachetne idee. Niestety świat jest okrutny. Możemy się jedynie łudzić, iż nasza błyskotliwość i wartości będą ważniejsze od tego, jak się prezentujemy. Nie chodzimy przecież z napisem na czole „Czytam Freuda” albo „Wynalazłam nowy pierwiastek”. Pierwsze wrażenie to zaledwie kilka, wielce istotnych sekund.

To jaki nosisz rozmiar nie czyni Cię gorszą, oczywiście, że nie. Masz poczucie własnej wartości, wierzysz w swoje umiejętności. Jesteś tylko nieatrakcyjna dla płci przeciwnej. Możemy się pocieszać, że jesteśmy lepsze od „tych chudych”. Ale nie zapominajmy, że nie wszystkie są głupie … ;)
Znajdzie się, oczywiście Pan- niepowierzchowny, ale statystycznie takich jednostek jest o wiele mniej od pulchniutkich kuleczek, szukających kogoś, kto zaopiekuje się ich fałdkami.

Jasne, że trzeba się bawić i korzystać z życia. Tyle, czy życie nie byłoby o wiele przyjemniejsze, gdybyśmy były zgrabne i dzięki temu piękne? Wiele drzwi stanęłoby przed nami otworem. Czułybyśmy się akceptowane, podziwiane i doceniane.

Dlaczego rozpoczęłam ten temat? Na jednym z Waszych blogu znalazłam link do artykułu, który przestawia subiektywne spojrzenie na obiektywną prawdę…  Dlaczego Panowie tak często patrzą na Panie Plus Size tak mało przychylnych wzrokiem? Poniżej kilka fragmentów artykułu. Link do całego podam na końcu notki.

"Możecie wciskać nam kit, że kochanego ciałka nigdy za wiele, że więcej fałdek to więcej powodów do kochania, że liczy się wnętrze i tym podobne bzdury. Często same zaczynacie w to wierzyć. Jako skromny przedstawiciel płci teoretycznie brzydkiej chciałem podzielić się z Wami moim spostrzeżeniem – wcale tak nie jest. Grubasek zawsze ma coś w zanadrzu – może być zaradny, bajecznie bogaty lub po prostu sympatyczny. W przypadku pań te cechy przestają mieć znaczenie, bo w większości jesteśmy jednak wzrokowcami. Ok, jesteś fajna, ale chyba nie pokazałbym się z tobą na mieście.

Dziwnym trafem wyzwolone kobiety, deklarujące samoakceptację, zazwyczaj gaszą światło w czasie miłosnych igraszek, a na plaży zasłaniają się chustami lub nie daj Boże – kocem. Wszystko wskazuje więc na to, że nie do końca lubicie siebie. A na to jest jedna rada – postaraj się coś zmienić. Zacznij się racjonalnie odżywiać, rusz tyłek, pobiegaj, popływaj, wysil się. Jeśli chcesz bez skrępowania paradować w bikini i nie krępować się partnera w sytuacjach intymnych, nie ma innego wyjścia." 

Oburzone? Obrażone? Mam nadzieję, że nie. Miało to bardziej na celu uświadomić, iż świat nie jest taki kolorowy, dobro nie powraca, a życie nie wyrówna rachunków. Ja osobiście wolałabym być tą, która sama wybiera sobie księcia, a nie czeka, aż któryś łaskawie spojrzy w moim kierunku. Dlatego walczę dalej. ;)

Nie mam wielu kompleksów, ale mam jeden pokaźnych rozmiarów. Tak gigantyczny, jak mój tyłek, uściślając... Czerpię z życia naprawdę dużo. Mam wspaniałych przyjaciół, świetnych facetów, wiele przyjemnych wspomnień. Jednak pamiętam ten czas, gdy byłam o wiele bardziej zgrabna i jak się wtedy czułam. Byłam o wiele szczęśliwsza i dużo lepiej traktowana przez świat. 
Nothing tastes as good as skinny feels. ;) 

Link do całego artykułu
Blog, na którym znalazłam artykuł













37 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. o właśnie, u Ciebie. Dodałam w notce link do Twojego bloga. ^_^
      Jeśli chodzi o mnie, to artykuł jest straszną motywacją :P

      Usuń
    2. ojj sorki nie zauwazyłam, bo już myslalam ze skopiowałaś żywcem.. no nic.. są rozne typy facetów, jedni Ci powiedzą, że wolą szczupłe ale znajdą się i tacy, którzy powiedzą, że lubi jak kobieta ma właściwe kształty :)

      Usuń
  2. jest w tym dużo prawdy... 5 kilo temu czułam się zupełnie inną osobą i byłam o wiele bardziej pewna siebie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardziej pewna siebie, atrakcyjna, zadbana... Przecież to wpływa na polepszenie naszego samopoczucia, tak więc dlaczego by nie dążyć do doskonałości? :)

      Usuń
  3. super trafne spostrzeżenia :) podoba mi się!

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozmawiając z mężem na ten temat dowiedziałam się, że nie chodzi nawet dokładnie o 'szczupłość' i brak jakiegokolwiek tłuszczu, ale o kształt. Kobieta musi być kształtna, a tęgie kobiety, lub z jakimś tam nadmiarem tłuszczu często mają problem z harmonijnym wyglądem. Jakby pomysleć o tym tak zupełnie spokojnie... to prawda. A przecież tłuszczyk i świadomośc jego nadmiaru powoduje znowu, że kobieta czuje się gorzej, gorzej się ubiera i staje się mniej atrakcyjna. Rzadko się zdarza, by szczupla kobieta miała jakoś strasznie zaburzoną figurę, tak więc to jest to nasze rozwiązanie. Badania naukowe pokazują, że mężczyźni za idealny rozmiar uważają zazwyczaj 10 (38), natomiast kobiety nagminnie wskazują 8. Nie zmienia to faktu, że kompleksy zabijają całą przyjemnośc (;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kompleksy... oczywiście, że dzięki nim życie staje się bardziej przykre i mniej przyjemne. Jednak motywują w jakiś sposób, to zmian. ;)

      Usuń
    2. Prawdopodobnie, nie ukrywam, że i mnie kompleksy pchnęły do decyzji o odchudzaniu- bo przynajmniej w moim przypadku nie przeszkadza mi sam rozmiar, ale niektóre jego przykre aspekty.

      Usuń
    3. Ależ oczywiście. Brak problemów na zakupach, swobodne paradowanie na plaży w bikini, obcisłe sukienki, mniejszy biust, poczucie atrakcyjności itp... ;) Wiem o czym mówisz.

      Usuń
  5. No aż mnie zatkało, jak przeczytałam twoje „spostrzeżenia”. I nie chcę teraz nikogo obrażać, to tylko moje osobiste odczucia, które wywołał Twój wpis. To, że Ty chcesz schudnąć, nie oznacza od razu, że możesz umniejszać osobom dobrze czującym się we własnej skórze. Skąd masz prawo do osądzania, kto dla kogo będzie atrakcyjny? Znam mnóstwo szczęśliwych par znacznie różniących się masą ciała. I nie, to nie pierwiastek męski jest tam cięższy. Jak można tak szufladkować ludzi?
    To samo się tyczy artykułu, że niby tylko „grubasek zawsze ma coś w zanadrzu”? Gówno prawda. „W przypadku pań te cechy przestają mieć znaczenie, bo w większości jesteśmy jednak wzrokowcami”, „nie pokazałbym się z tobą na mieście” ? Łohoho, oj autor mógłby się zdziwić jak wiele kobiet, również nie pokazałoby się z mężczyzną odbiegającym urodą od współczesnych kanonów piękna. Płeć tutaj nie ma nic do rzeczy.
    Ponadto - napisałaś, że nie chodzi Ci o osoby, które są otyłe przez problemy zdrowotne. Ale już w następnych akapitach dowodzisz - „Jesteś tylko nieatrakcyjna dla płci przeciwnej”. Niby odwołujesz się tam do osób, które mają nadwagę z własnego wyboru. Otłuszczenie wygląda jednak tak samo, bez względu na to czy powstało z powodu zwykłego zaniedbania, czy z powodu choroby... Jak się będzie czuć kobieta chora czytając takie zdania? Jestem tłusta, to znaczy, że przegrałam życie? Że nie spotka mnie żadna miłość? Trochę to niefajne, nie sądzisz ?
    I już kończąc, podzielę się z tobą pewnym cytatem dotyczącym akceptacji, który znalazłam dawno temu w necie, lecz ciągle mam go w głowie – "akceptowanie swojego ciała, gdy jest chude, jest niczym kochanie swoich dzieci, tylko wtedy gdy są grzeczne."
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za komentarz :).

      Cóż, tak jak napisałam. Jest to tylko i wyłącznie moje zdanie. Nie miałam na celu obrażać nikogo, ale wyrazić swoją opinię na powyższy temat. Tak ona własnie wygląda i nie zamierzam jej zmieniać.
      Sama jestem tłuściochem i doskonale wiem, jak się z tym teraz czuję i jak to wpływa na moje życie. :)

      A jeśli chodzi o osoby chore, to chodziło mi przede wszystkim o to, że nie mają one większego wpływu na to, co się z ich ciałem dzieje, w odróżnieniu do reszty, w tym mnie.

      Usuń
    2. Poza tym, powiedz, jak można czuć się dobrze we własnej skórze, gdy większość ludzi w otoczeniu tego nie akceptuje? ;))

      Usuń
    3. Przyznam się szczerze, że nie należę do osób, które dobrze się czują we własnej skórze. Mam problemy z samoakceptacją, a w mojej głowie tkwi mnóstwo kompleksów. Znam jednak pełno osób, które kochają siebie, bez względu na to jak wyglądają. Nie przejmują się opinią większości czyt. mają wyje***e ;) I coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to słuszna filozofia. Dlaczego mam sobie psuć humor tylko dlatego, że ktoś (kto najczęściej sam jakoś super nie wygląda...) skomentuje moją aparycję? Ludzie gadali, gadają i gadać będą. Jak się komuś nie podoba to niech nie patrzy. O! I tyle mam do powiedzenia :D

      Usuń
    4. Yhhh... a dlaczego masz tyle kompleksów? Bo świat Cię ocenia, a ja właśnie o tym piszę... Nie mogę już słuchać tych bzdur o samoakceptacji i pozwalaniu na bycie gorszym, tylko dlatego, że duma nie pozwala przyznać się do tego, że coś jest nie tak.

      Ja wiem, że każda z nas poczułaby się dużo lepiej, gdybym teraz napisała, że wszystkie jesteśmy piękne. Niestety szłaby za tym stagnacja, brak postępu i motywacji do zmiany samej siebie. A ja przecież namawiam do zmian NA LEPSZE!! :)

      Usuń
    5. Mam tyle kompleksów, bo dałam sobie wmówić, że coś jest ze mną nie tak. Nigdy nie byłam drobna, bo po prostu – taki mam typ budowy ciała. Mając ledwie te naście lat nie mogłam tego pojąć. Nie mogłam zrozumieć dlaczego, mimo głodówek (które rozwaliły mi metabolizm) i ćwiczeń nigdy nie będę wyglądać jak modelki VS. Pamiętam jak się wtedy czułam - jak wielka, spasiona świnia, okryta grubą warstwą tłuszczu. Moja samoocena leżała na poziomie Rowu Marjańskiego… Ostatnio jednak przeglądałam swoje stare zdjęcia z gimbazy. I kogo ujrzałam? Zdrową, szczupłą nastolatkę ( która notabene ważyła 60 kg przy wzroście 169 cm). Porównując to, co wtedy czułam, z tym co teraz zobaczyłam, uświadomiłam sobie, jak bardzo spaczony był sposób postrzegania własnego ciała. I mimo, że to sobie uświadomiłam, moja samoocena nie wzrosła. Tak wielki wpływ wywarło na mnie wówczas współczesne społeczeństwo oraz media. Dałam sobie wmówić coś co prawdą nigdy nie było. Jednak to „coś” potrafi pozbawić mnie nawet najlepszego humoru. Dlatego walczę teraz, aby się od tego uwolnić. I nie chcę, by osoby, które przez coś takiego nie przechodziły , te które czują się dobrze we własnym ciele dały się stłamsić i dać sobie wmówić, że są nieatrakcyjne, tylko dlatego, że ktoś inny (media, przemysł) tak sobie wymyślił ;)

      Usuń
  6. Nigdy nie byłam skinny i nigdy nie będę. Mam tendencje do tycia, ale też wiem jak sobie z tym radzić - myślę o tym co jem, ruszam się, jestem świadoma swojego ciała. Skinny nie chcę być, wolę być fit - chudość mi się nie podoba. Mojemu księciu też nie:)
    Jednak nie oszukujmy się - zdrowa kobieta, obrośnięta z każdej strony kilogramami tłuszczu jest albo leniwa, albo wybrała taki styl życia (i szczerze: wtedy nic nikomu do tego). Jednak w tym pierwszym wypadku - codzienne wymówki, oszukiwanie samego siebie, a potem złość na cały świat, że jest okrutny i wstrętny... Jakim cudem otoczenie ma akceptować osobę otyłą, jeżeli ona sama tego nie potrafi? Prawda jest taka, że gdy kobietka o pełniejszych kształtach akceptuje swoje ciało, jej pewność siebie sprawia, że akceptuje ją świat, a jednostki ze swoimi ostrymi słowami nie trafiają w żaden słaby punkt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o to chodzi. Skoro tak bardzo siebie akceptujemy, czemu narzekamy?

      Usuń
  7. Ja nosząc rozmiar 40-46 miałam chłopaków, ba mogłam w nich przebierać i nigdy nie usłyszałam złego słowa. Przeważnie same miłe, chwalące mój wygląd.

    Rozumiem, że to są twoje spostrzeżenia i innej blogerki. Troszkę mi przykro, że trafiałaś na mężczyzn typu "Ok, jesteś fajna, ale chyba nie pokazałbym się z tobą na mieście.". No, ale można mieć rozmiar 38 i usłyszeć, że jest się grubą, tak samo jak osoba z rozmiarem 46 może usłyszeć, że jest piękna. Pytanie czy należy słuchać opinii każdego? Zmieniać się w zależności od tego co się usłyszy? Moim zdaniem NIE!

    W Wysokich Obcasach jakieś 5 lat temu były wywaidy z puszystymi dziewczynami, które randkowały bez problemu. Teraz w Wysokich Obcasach czytam często o kobietach, które są piękne, mają wszystko i chciałyby mieć do kogo się przytulić, niestety mężczyźni nie spełniają ich ogromnych wymagań i oczekiwań. I tak sobie myślę, że teraz to już ludziom w tyłkach się przewraca (Nie tylko kobietą, bo i mężczyzną)... Szukają gruszek na wierzbie, gonią za ideałami, które sprzedają nam filmy czy książki. To tak w ramach moich odczuć i przemyśleń.

    Teraz czas na dobre słowo. Wspaniale, że poruszasz takie tematy, że ludzie dyskutują, denerwują się i złoszczą. O to właśnie chodzi! Tu powstaje dyskusja z której może wyjdzie coś dobrego :). Oby każdy twój wpis miał taki odzew ;).

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak więc jesteś wyjątkiem potwierdzającym regułę.

      Pomijam fakt, że ja tak uważam, bo jestem w stanie zrozumieć, że moje zdanie jest mało ważne dla większej części ludzkości. Opisuję to, co widzę na co dzień w świecie, który mnie otacza… u ludzi, których mijam na ulicy. Chodzi o te wszystkie Panie, które są samotne, a owy smutek zagryzają kolejnym batonikiem.

      A zmiany są potrzebne, ale tylko wtedy, gdy są to zmiany na lepsze.
      No i dziękuję za miłe słowo. Postanowiłam opisać ten temat, gdyż wiem, że wzbudza dużo kontrowersji. Ba, opinia jest w 100% poparta moimi osobistymi odczuciami i opiniami.

      Zapraszam ponownie i pozdrawiam :-)

      Usuń
    2. Na pewno będę wpadać, żeby poczytać ;).

      Usuń
    3. Jeszcze tak mi się przypomniało. Rozmawiałam kiedyś ze znajomym o kobietach i powiedział, że wygląd nie jest najważniejszy. Najważniejsze, aby kobieta była zadbana (Z tym, że wydaje mi się że chudsze dziewczyny mimo wszystko bardziej dbają o siebie. Chodź są wyjątki).

      On był troszkę starszy, więc może to przychodzi z wiekiem, ale stwierdził, że czasem mężczyźnie może się spodobać błysk w oczach kobiety, albo zniewalający uśmiech.

      Usuń
    4. Jasne, jeśli o mnie chodzi to liczy się całokształt. Śliczny uśmiech, odpowiednie ciuchy, zadbane włosy, ładna twarz... Ale niestety świat jest bardziej okrutny. Najczęściej (!) zwraca się uwagę na figurę, a dopiero później na resztę. ;)

      Usuń
  8. odpowiadajac na twoje pytanie z tytułu bloga, mylisz sie, pytanie jest zle zadane, pytanie jest bledne, są faceci ktorzy lubią grube, są tacy co lubią chudzielce, są tacy co lubią brunetki, co lubią tylko blondynki, i tacy co lubią tylko te co umieją gotować, albo te co umieją tanczyc na dyskotece, faceci nie patrza sie na to ile wazysz, ale na to w czym gustują, facetow nie mozna wsadzic do jednego worka, bo kazdy z nich jest inny, jeden bedzie chcial chudej tylko i wylczonie by sie pokazac przed kolegami, inny by zaciagnac w krzaki na sex, jeden bedzie chcial kochajacej zony, inny sluzacej, jeszcze inny przyjaciolki do zwierzen, no i faceci tez dziela sie na tych chudych i grubych i tych mlodych i starych, na dojrzalych i dziecinnych, na brunetow i blondynki, i tak samo jak ty masz jakis swoj typ w glowie idealnego faceta tak kazdy inny ma typ, poza tym w moim wiekowym przedziale mezczyzn od 25 do 40 lat, faceci chca by kobieta miala ladny brzuszek, miala cycki zeby bylo co do reki wlozyc, zeby miala ksztaltna pupę, i biodra szerokie, bo maja uwarunkowane genetycznie ze szukaja kobiety ktora urodzi im dizecko, a podobno te z szerokimi biodrami rodza bezpieczniej dzieci haha ;p no wiec pytanie powinno być raczej hmm... "dlaczego ten konkretny facet woli chude laski" :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze, nie mówię o chudych laskach. Również mam na względzie fakt, iż to kobiety najczęściej uważają, że ideałem jest rozmiar 34. Wiem, że facet lubi mieć za co złapać, móc popatrzeć na większy biust i kształtny tyłek. ;) Mówię cały czas o tych Paniach, których kształty są przykryte grubą warstwą tłuszczu...

      Po drugie, powiedz, ilu facetów woli grubsze dziewczyny, a ilu te szczuplejsze?? ;) Obie wiemy, jaka jest odpowiedź.

      Po kolejne, dobrze wiemy, że o gustach się nie dyskutuje, jednak życie nie jest takie kolorowe. Wszystkim zależy na tym, aby dobrze o nas myślano, a opinia była jak najbardziej pozytywna ;)

      Usuń
  9. Zgadzam się ze wszystkim poza... "względami zdrowotnymi". Dlaczego? otóż: jestem osobą niepełnosprawną, ze zdiagnozowanymi dwiema chorobami autoagresywnymi. Od pierwszej diagnozy minęły 4 lata i od tego czasu przez dobre 3 lata brałam sterydy. I wiedziałam jakie są skutki uboczne, wiedziałam, że człowiek zaczyna tyć, bo kortyzol, bo większy apetyt, większa tendencja do odkładania tkanki tłuszczowej. Znałam kilka osób, które kiedyś sterydy brały i wyglądały nieciekawie. Nie przytyłam ani kilograma. Mimo, że w czasie rzutów choroby nie jestem w stanie ćwiczyć, pilnowałam się z jedzeniem. Nie przejadałam się, jadłam racjonalnie i nie ulegałam pokusom (a apetyt naprawdę jest ogromny, już pomijając to, że co drugą noc śniło mi się jedzenie ;p)- wtedy też zaczęłam się pilnować z bilansem kalorycznym, żeby nie wychodzić mimo woli na plus. Nie przytyłam ani kilograma. Nie uniknęłam tego, czego nie dało się uniknąć - w czasie leczenia ZAWSZE morda jak księżyc w pełni, policzki jak chomik i zaokrąglony brzuch (przy sterydach są obrzęki i przemieszczanie tkanki tłuszczowej - wszystko idzie właśnie w brzuch, twarz i kark, natomiast chudną nogi i ręce), ale wciąż byłam szczupła i waga stała w miejscu. Jasne, może i wstydziłam się tego, jak wyglądam, ale wiedziałam, że jak leki odstawię, to wrócą normalne proporcje bez konieczności odchudzania.

    Moja siostra ma zespół policystycznych jajników. Oprócz objawów podstawowych, zauważyła też, że zaczęła tyć. Co zrobiła? Zaczęła ćwiczyć i jeść zdrowo - wróciła do poprzedniej wagi.

    Moja ciotka miała raka tarczycy - trzeba było całą wyciąć, w związku z czym ma teraz niedoczynność. Oczywiście przytyła w szybkim czasie, ale równie szybko się opanowała i wzięła za siebie - wygląda jak przed chorobą.

    Moja przyjaciółka ma cukrzycę typu II - 3 razy w tygodniu chodzi na aerobik, trzyma dietę dla cukrzyków - wygląda lepiej niż przed chorobą.

    Kolega ma z kolei cukrzycę typu I - uprawia MMA :D

    Nie może być tak, że powiemy "No... przytyłam, bo jestem chora" - może być nam trudniej zrzucić nadprogramowe ciałko, ale to wciąż jest do zrobienia. Ale ludzie wolą się usprawiedliwiać, użalać nad sobą i mówić "to nie moja wina, to choroba". Tak jest przecież wygodniej, no i "jestem taka biedna". Każda z tych opcji, które podałam, to oczywista tragedia dla człowieka, który zachoruje, ale nie może być absolutnie bodźcem do tego, żeby nagle puściły wszystkie hamulce. Zwłaszcza, że im wyższa waga, tym choroba bardziej agresywna.

    Niejednokrotnie poruszano już kwestie chorób w związku z otyłością i przy większości schorzeń, które podałam za przykład (a które są najpopularniejszymi usprawiedliwieniami, bo i najczęściej występują), zawsze podkreślano, że mogą utrudnić utrzymanie szczupłej sylwetki, a nie UNIEMOŻLIWIĆ ZUPEŁNIE.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest niewiele chorób genetycznych, w dodatku ogromnie rzadkich, które powodują otyłość. I do takich trzeba na pewno zaliczyć Zespół Pradera-Williego (Zespół Pradera-Williego (zespół Pradera-Labharta-Williego, ang. Prader-Willi syndrome, Prader-Labhart-Willi syndrome, PWS) – zespół wad wrodzonych spowodowany aberracją chromosomalną, najczęściej częściową utratą (delecją) długiego ramienia chromosomu 15, pochodzącego od ojca. Na obraz kliniczny choroby składają się niski wzrost, upośledzenie umysłowe, niedorozwój narządów płciowych (hipogonadyzm) oraz otyłość spowodowana mniejszym niż u zdrowych ludzi zapotrzebowaniem energetycznym przy jednoczesnym ciągłym niepohamowanym uczuciu głodu. Uważa się, że zespół Pradera-Williego jest najczęstszą genetycznie uwarunkowaną przyczyną otyłości[1]. http://pl.wikipedia.org/wiki/Zesp%C3%B3%C5%82_Pradera-Williego )

      "Najczęstsza genetyczna przyczyna otyłości" występuje... "Częstość występowania zespołu ocenia się na 1:10 000-1:25 000 żywych urodzeń", więc warto się zastanowić jak często ludzie nadużywają "tycie mam w genach".

      Wybacz trochę wyrzyganie żalów, ale doprawdy niepokoi mnie to, jak ludzie na własne życzenie pogarszają swoje zdrowie, a porządnie wkurza, jak swoje lenistwo usprawiedliwiają chorobą.

      Pozdrawiam i wciąż trzymam kciuki! :D

      Usuń
    2. Wiesz, nie mówiłam o chorych osobach, gdyż trudno jest mi postawić się w takiej sytuacji. Dodatkowo za chwilę wszyscy wjeżdżaliby na mnie, że czepiam się ludzi, którzy nie mają 100% wpływu na własny wygląd.
      Jeśli Tobie się udało, to jesteś niesamowitym przykładem osoby posiadającej niekończące się pokłady samozaparcia i silnej woli. Wiele osób, które są zdrowe, w tym ja, mogłyby Ci zazdrościć.
      Oto mi właśnie chodzi. Trzeba zmieniać rzeczy, których się nie akceptuje!

      Pozdrawiam i dziękuję Ci za wsparcie!! <3

      Usuń
  10. Odnoszę wrażenie, że strasznie boisz się opinii ludzi, choć sama należysz do tych najbardziej oceniających krytycznie.

    Poza tym - nawet sobie nie wyobrażasz, ile dziewczyn zmaga się z problemami zdrowotnymi, które powodują u nich np. zaburzenia cyklu, zatrzymywanie wody, wzmożony apetyt, z którym każdy różnie sobie radzi. A tych chorób też tak mało nie jest.

    A w ogóle - po co to oceniasz? Jeśli uważasz, że masz gigantyczny tyłek, to coś z nim zrób, a zostaw szczęśliwych ludzi w spokoju. Zero zazdrości, zero zawiści i oceniania. Nie mogą być wszyscy na świecie jednakowi.

    Co do kobiet pulchnych - wiele grubych dziewczyn żyje w szczęśliwych związkach. Tak samo wiele chudych. Ludzie mają różne gusta, jedni kochają chude, inni średnie, a inni grube. I tyle.

    Badania wykazały, że dziewczyny uśmiechnięte, pełne pozytywnej energii przyciągają facetów niezależnie od wagi.*
    *poza tymi, którzy są nieśmiali i się boją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oceniam to, ponieważ mogę. ;)

      Mam gigantyczny tyłek i tak właściwie, to robię coś z tym. Przede wszystkim nie narzekam i nie godzę się z losem. Od życia oczekuję więcej, dlatego właśnie walczę o to, czego pragnę.

      Pewnie, że przyciągają wzrok facetów. Myślą oni sobie "fajnie się uśmiecha- może bym się nią zainteresował, gdyby była zgrabniejsza" ... :v

      Usuń
  11. "Możemy się pocieszać, że jesteśmy lepsze od „tych chudych”. Ale nie zapominajmy, że nie wszystkie są głupie … ;)" wow, genialnie podsumowałaś!!!

    Też mnie czasem dziwi takie gadanie... "kiedyś znajdę kogoś, kto nie patrzy na wygląd". Ok, może znajdzie się taki jeden szlachetny. Jeden. A z dobrym wyglądam ma się wybór...wśród setek. Czy nie lepiej samej wybierać? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie ;)... Chyba przyjemniej jest wiedzieć, że ma się nieograniczone możliwości ;)

      Usuń
  12. Szczerze, czytając to co piszesz, bo możesz ,mam ochotę, bo również mogę, ocenić Ciebie przez pryzmat Twoich poglądów, nie mając pojęcia jak wyglądasz i ile ważysz. Otóż myślę sobie, że jesteś sfrustrowaną, zakompleksioną a mimo to cierpiącą na syndrom - wszystko wiem lepiej osobą.Ty siebie nie akceptujesz, Twoja sprawa, Ty żyjesz jak Pani Dulska w obawie o to co ludzie powiedzą Twoja sprawa. Ale wmawianie wszystkim a przede wszystkim sobie, że tylko zgrabna sylwetka jest kluczem, które otwiera wszelakie drzwi i że trzeba wyglądać jak z fabrycznego taśmociągu, czyli tak samo, jest przejawem jakiejś pustki intelektualnej.Bo czasami od spasionego tyłka ważniejsze jest to co mamy w głowie.Można mieć super ciało i super pustkę w głowie i wierz mi, że wtedy nawet najzgrabniejszy tyłek na dłuższą metę życia nie ułatwi. Jeśli traktujesz ludzi przedmiotowo, to Twoja sprawa, jeśli godzisz się na takie traktowanie, to tym bardziej Twoja sprawa, ale czy zakładanie bloga aby o tym pisać to nie strata czasu? Wiem, napiszesz, że możesz to robić więc to robisz, ale szczerze moim zdaniem szkoda czasu, bo ani mądrzejsza od tego nie będziesz, ani mniej infantylna, ani tych swoich kompleksów nie wyleczysz.Joanna

    OdpowiedzUsuń
  13. czuje sie nie atrakcyjna czesto odpychana bym chciała by mój mąż był choc troche zainteresowany mną

    OdpowiedzUsuń
  14. To było do przewidzenia :) Masa komentarzy z hejtem na autorkę. Fakt, istnieją osoby w pełni akceptujące swoja nadwagę, wręcz szczycące się tym, że tak "zdrowo" wyglądają (bo przecież otłuszczone narządy to samo zdrowie), osoby szczupłe to szkapy/szkielety/kościotrupy, dziewczyny z małym biustem są żałosne, bo przecież grube mają te swoje 100H, a nie jakieś marne 75A :D Akceptujcie siebie, nie mam nic przeciwko, ale ja MAM PRAWO do własnego zdania i własnego gustu, nie wymagajcie zatem ode mnie, że ma mi się to podobać, bo mnie się nie podoba. Tak jak jednemu podoba się kolor niebieski, innemu nie, jeden lubi róże, inny konwalie- kwestia gustu. Druga sprawa: przestańcie zwalać wszystko na choroby bo to już jest śmieszne, wasza ulubiona wymówka. Ja mam poważne problemy hormonalne, pierwsza ginekolog-endokrynolog zrezygnowała z mojego leczenia, druga (ceniony specjalista) załamuje ręce. Czytam fora i jedna pisze, że gruba bo prolaktyna, inna bo insulinoodporność, trzecia bo tarczyca, czwarta bo PCOS. A ja mam wszystkie te choroby plus masa innych, wnet zacznę świecić w ciemności od tych leków i co? 173/55 kg, ale codziennie jogging, callanetics plus pilnuje tego co jem. Koleżanka ma endometriozę i waży 94 kg. Gdybyście widzieli co i ile je, to byście się przewrócili. Ale ona jak każda osoba z nadwagą mówi, że je bardzo mało. Tak sobie wmawiajcie. Jeszcze jedno- autorka dość dosadnie pisze co myśli, ale nie obraża was. Co wy robicie w zamian? Piszecie, że sfrustrowana, zakompleksiona itp. A ponoć grubasy są takie miłe i wesołe ;) Jadem plujecie, bo sami nie macie odwagi przyznać się przed sobą, że jesteście nieatrakcyjni z własnej winy. PS nie mówicie, że jesteście grubi przez chorobę, bo ja i moi znajomi jak coś takiego słyszymy, to się po prostu śmiejemy z takiego tłumaczenia. Ludzie aż tacy głupi nie są, żeby uwierzyć w to, jedynie pokiwają i swoje pomyślą. Jakoś podczas joggingu nie minęłam nigdy osoby grubej, biegają tylko szczupli. Na siłowni tylko szczupli. Amen, dziękuję za uwagę, teraz zwyzywajcie mnie za to, że mam swoje zdanie. Pozdrawiam Autorkę :)

    OdpowiedzUsuń
  15. A czy nie jest tak, że po prostu szczupła kobieta jest tzw. "poręcznym standardem" w wielkim mieście. Zatłoczone środki komunikacji, małe, miejskie samochody - to nie jest miejsce dla osób, które nie mieszczą się w puszce sardynek... sprawa zdrowia jest sprawą drugorzędną.

    Kolejna sprawa to kwestia gustu. Zawsze gustowałem w kobietach powyżej powiedzmy takiego zestawu: 170 cm wzrostu, 70 kg. Chudsze są już dla mnie nieapetyczne. Co do dużo grubszych, to wszystko zależy... Ale znałem co najmniej dwie otyłe dziewczyny (około 90-100 kg), które były niesamowicie pociągające i dawały kopa adrenaliny że hej! Oczywiście rozmiar biustu i bioder miał swoje znaczenie, buzia i osobowość również, ale również fałdki, miekki brzuszek, uda, opływowe ramiona - nic tylko zanurzyć się i zapomniec o wszystkim... Suma atrakcyjności!

    Są też dziewczyny, które mają kształty nad wyraz kobiece, wręcz klepsydrowe, a jednak sie ich wstydzą i ciągle chcą schudnąć ("mam za duże biodra" albo "wszyscy się gapią na mój biust"). A jak schudną to zamieniają się w kościste szkapy. Z taką panią co ciągle biega na fitness naprawdę ciężko wytrzymać...

    OdpowiedzUsuń

Popularne posty