środa, 12 czerwca 2013

Dzień Grubasa

Notka miała być zupełnie o czymś innym, ale nie mam jakoś ostatnio natchnienia do niczego. Ani do blogowania, ani do ćwiczeń…

Jak to się dzieje, że motywacja jest aż tak ulotna? Mój nastrój zmienia się dosłownie w mgnieniu oka. Nie mam na nic ochoty i jestem nieszczęśliwa. Mój dobry nastrój utopił się w moim tłuszczu.

Czasem tak się zastanawiam, jak ludzie z większą wagą mogą siebie akceptować? Wydaje mi się, że mówią  tak, gdyż są zbyt leniwi, by wziąć się w garść i o siebie zadbać. Ok, czasem po prostu się nie udaje. Czasem silna wolna okazuje się nie być wystarczająco silna. Śmieszne jest to wmawianie sobie, że jest się zadowolonym z własnego wyglądu, że nie ma się z tym żadnego problemu. Od razu pachnie to okłamywaniem samego siebie. Zajadając swoje smutki, w jednej ręce chusteczka, a w drugiej kebab.

No dobrze, załóżmy, że tak WIELKA samoakceptacja jednak istnieje. Czy nie robi się przykro, gdy ktoś spojrzy na ulicy mało przychylnym okiem? Gdy ubrań można szukać jedynie na dziale ciążowym? Gdy w autobusie chcą miejsca ustępować, bo wizualnie najprawdopodobniej spodziewamy się małego słonia? Gdy hula hop zatrzymuje się nam w talii? Oczywiście, że robi się przykro. Tylko płacz i szlochanie, , bo naszym jedynym wysiłkiem fizycznym jest ćwiczenie palców na fejsbuku. A wystarczy jedna mała zamiana- łez na krople potu.

Czy nie chciałybyśmy być bardziej atrakcyjne dla naszych facetów, mężów, kochanków, byłych i przeszłych niedoszłych? Zaraz ktoś powie, że odchudza się tylko dla siebie. Oczywiście, że się z tym nie zgadzam. Gdybym ja miała wybierać, wolałabym się objadać i nie mieć w głowie myśli o nadprogramowym balaście. Świat nie jest tolerancyjny, a życie sprawiedliwe. Jeśli masz za dużo kg, to znak dla wszechświata, że o siebie nie dbasz i jesteś mało atrakcyjna. Nie ważne, jak śliczną twarz byś miała, będziesz gorsza od tej zgrabnej z rozmiarem „0”, ale pryszczatej. I nie chodzi już nawet o to, czy jesteś bardzo towarzyska, zabawna i błyskotliwa.  I tak zawsze będzieciesz TYLKO fajną koleżanką.

Nie mam na celu tym postem nikogo urazić. Wyrażam swoją opinię na temat rzeczywistości. Po prostu nie chce mi się wierzyć, że nie czujecie się ciężkie i gigantyczne, dodając do tego fakt, jak opinia publiczna atakuje tego typu odmienność.


Miałam 3dniową przerwę od ćwiczeń. Czas na regenerację. Czas na małe zachcianki. Czas na przemyślenia i refleksje. Od wczoraj znowu na najwyższych obrotach.

Zawsze byłam przeciwnikiem wyznaczania sobie jakichkolwiek długoterminowych celów. Postanowiłam jednak, że do końca lipca będę wyglądać na tyle znośnie, aby swój szanowny tyłek móc wyprowadzić na spacer po plaży bez większej krępacji. Drugi cel to 58 kg do końca września, czyli moich urodzin. O obecnej wadze nie chcę wspominać, bo nadal się jej wstydzę :v…

Ahmmmm, dostałam kilka pytań od Was dotyczących mojego maratonu 5 kg w 3 tyg. W sobotę postaram się wszystko ładnie opisać i podać do wiadomości publicznej moje osiągnięcia :v… Dziękuję za wsparcie! : )





  














16 komentarzy:

  1. zawsze powtarzam, że dobra motywacja nie jest zła :) !
    jeśli jesteś zainteresowana podjęciem wyzwania to zapraszam do mnie - może akurat znajdziesz coś dla siebie :)
    pozdrawiam,
    summer-body.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonała motywacja to jak sie widzi efekty odchudzania. A najlepsze efekty jednak przynosi dieta Allevo. Nie wymaga od nas wielkiego zaangażowania, jest smaczna i łatwa. Skutecznie odchudza i poprawia metabolizm

      Usuń
  2. Kiedyś gdy próbowałam się odchudzać sama dla siebie, to skutki były marne, bo po pewnym czasie pojawiło się jojo. Teraz zmieniłam swoje myślenie - chcę pięknie wyglądać na swoim ślubie, chcę być piękniejsza dla swojego mężczyzny, by inni oglądali się za mną ;)
    Życzę powodzenia w dążeniu do celu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, dzięki temu motywacja jest ciągła i się nie kończy, bo cały czas jest przy nas ktoś, kto inspiruje i napędza do dalszej walki :)

      Usuń
  3. Czasem taka przerwa dobrze nam robi, ale tylko wtedy gdy nie mamy problemów z mobilizacją :) Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie... u mnie najtrudniej z samodyscypliną.... :c

      Usuń
  4. Cóż myślę, że na sprawę grubych spojrzałaś tylko z jednej strony. Pominęłaś również osoby, które są chore i może nie mogą schudnąć.

    Wydaje mi się również, że są osoby większe, które się kochają. Bo to by zakrawało o paranoje, że każdy gruby się nienawidzi...

    No, ale to moje zdanie ;). Polecam blog: http://kraglosci.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, nie biorę pod uwagę osób chorych, ponieważ to zupełnie inna kategoria. Rozumiem to i szanuję takie osoby.
      Mówię o tych grubaskach, którzy mają większy wpływ na to jak wyglądają.

      Usuń
    2. Po prostu jak to czytałam to odniosłam wrażenie, że troszkę za ostro oceniłaś osoby grube i nie spojrzałaś na różne aspekty tycia.

      Jeśli chodzi o pytanie, które zadałaś mi na blogu to skłamałabym, gdybym powiedziała, że dobrze się czuje ze swoją wagą. Jednak z biegiem lat akceptuje siebie coraz bardziej (Od Gimnazjum walczę z wagą) i to jaka jestem. Uważam się również za osobę szczęśliwą i nie przejmuje się, że ktoś myśli, że jestem "gruba".

      Usuń
    3. No dobrze, ale Twoja wypowiedź wydaje się trochę niespójna. Mówisz, że nie czujesz się dobrze ze swoją wagą, ale jednak siebie akceptujesz? Wydaje mi się, że to się trochę wyklucza ;).

      Usuń
  5. Po pierwsze - tak, samoakceptacja istnieje. Wtedy masz gdzieś, czy kto jak na Ciebie patrzy - bo znasz swoją wartość i jesteś ponad głupie, ludzkie spojrzenia.

    I to, że jakaś laska ma rozmiar 0, wcale nie czyni jej lepszą od Ciebie - o ile nadrobisz inteligencją. Bo facet, mimo że jest wzrokowcem, nigdy nie potraktuje poważnie ładnej lali, która nie potrafi się porzadnie wysłowić.

    Jak ci ludzie mogą siebie akceptować? Normalnie. Może po prostu zdają sobie sprawę z tego, że mają inne priorytety w życiu niż patrzenie się w lustro i użalanie nad tuszą.
    Życie jest jedno, have fun, młodsza jak teraz już nigdy nie będziesz. Zobaczysz, jak za parę lat będziesz żałować, że nie wykorzystałaś tylu fajnych chwil w życiu, tylko siedziałaś i się umartwiałaś swoim wyglądem. Ale do tego trzeba dojrzeć.

    Nie każdy chce wyglądać jak Miranda Kerr, nawet jeśli ty chcesz, żeby inni tak wyglądali. Deal with it.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okej, zgadzam się, mimo, że facet jest wzrokowcem, nie potraktuje poważnie lalki, która jest mało błyskotliwa, jednak będzie dalej szukał tej odpowiedniej wśród pięknych panienek, aż w końcu trafi na swój typ, bo przecież nie wszystkie zgrabne i zadbane są również głupie. Np. ja gdy schudnę, będę ideałem... :v

      No i tu nie chodzi o użalanie się nad tuszą. Nikt nie mówi, że Twoje życie się skończyło, bo jesteś grubasem. Chodzi o to, że jesteś inaczej traktowana, bo społeczeństwo nie akceptuje takiej odmienności. Ba, żadnej odmienności nie akceptuje.

      I uwierz mi, każda chciałaby wyglądać jak Miranda Kerr, tylko nie każda jest na tyle pracowita i zmotywowana, by tego dokonać... ;)

      Usuń
  6. Hmm, też czasami nachodzi mnie taka refleksja. Nie mam nic do ludzi z tuszą - każdy niech sie czuje ze sobą dobrze obojętnie czy to rozmiar 34 czy 42. Nie rozumiem jednak takich, którzy sami zapędzają się w objęcia tłuszczu, a wiecznie narzekają na to, że w ciągu roku przytyli 10 kg i nei wiedzą skąd?! (oj już oni tam wiedzą). Do takich ludzi nie mam szacunku, bo nawet wytłumaczenie im kilkutrotnie sedna problemu i objaśnieniu przyczyn utycia, kończy się to na niczym albo tekstem w stylu "eee tam, Ty to możesz mowić bo jesteś szczupła, z resztą po co komu ćwiczenia bla bla bla".

    OdpowiedzUsuń
  7. to wyzwania zapraszałam, a teraz zapraszam do konkursu :) więcej u mnie.
    pozdrawiam,
    summer-body.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. ehhh, moja motywacja uciekła ode mnie dwa dni temu i nie wiem gdzie jej szukać :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też mam ten problem... :c HELPPPPPPPPP

      Usuń

Popularne posty