poniedziałek, 27 października 2014

Skafander tłuszczu

Od zawsze miałam wielką lekkość w paplaniu jęzorem. Pamiętam, że od dziecięcych lat cały świat był przeciwko mnie w tej kwestii. Dzieciaki w podstawówce obrywały za skakanie po drzewach, zaczepianie słabszych, czy pokazywanie języka woźnej. Ja zawsze klęczałam na grochu za gadanie. Mówiłam ciągle i o wszystkim. Z biegiem lat wbiłam sobie do głowy prawdę, że inteligentni ludzie mają dużo do powiedzenia na każdy temat, ale przede wszystkim umieją zachować wiele rzeczy również dla siebie. Dopiero po alkoholu zaczyna mi być wszystko jedno i wpadam w słowotok. Pojawiła się również asertywność. Zrozumiałam, że dobrym słowem i pistoletem jestem w stanie załatwić dużo więcej niż tylko samym dobrym słowem.

Coś, co również bezpośrednio wiąże się bardzo blisko z moimi ustami to zbrodnia, którą popełniam na swoim organizmie i poczuciu własnej wartości od, hmmm… od zawsze w sumie. Sukcesywnie od wielu lat zabija to jakiekolwiek pierwiastki kobiecości, zmniejsza do minimum samoocenę i jest tak naprawdę wszystkim, co powoduje że czuję się winna. Problem zaczyna się wtedy, gdy życie kręci się wokół jedzenia i przestaje być już zwykłym zaspokajaniem potrzeb fizycznych. Zajadam problemy, odreagowuję porażki, wynagradzam sukcesy. Niedługo przestanę mieścić się w drzwiach, albo w ogóle wyjdę za brygadzistę McDonaldsa.

Do tej pory preferowałam depresję od intensywnego wysiłku fizycznego. Pomijając kwestię chodzenia na siłownię to ja byłam tą osobą, która nawet na pierwsze piętro wjeżdżała windą, albo wolała poczekać 15 minut na autobus, by podjechać nim tylko jeden przystanek. Zaczynam dietę, na której zamierzam unikać wszystkiego, co  może uczynić mnie grubą i wbrew pozorom nie są to lustra i wagi, by w konsekwencji czekając na powrót potencjalnego męża z pracy leżeć, pachnieć i wydawać jego pieniądze.

Jak to się mówi, nic się nie zmieni, dopóki coś się zmieni. Idąc tym tropem postanowiłam również zmodyfikować profil bloga. Nudzi mnie takie codzienne pisanie o tym, co w przepaści mojego żołądka zginęło, więc postanowiłam skupić się na opisywaniu mojego okropnego życia osoby uwięzionej w skafandrze tłuszczu. Utworzę jakąś mało inwazyjną zakładkę, w której będę aktualizować, jak moja walka przebiega, bo od jakiś dwóch tygodni jest bardzo intensywna.

Ale nie pytaj mnie, jak sobie z tym radzę, bo moje życie wydaje się być ostatnio trudniejsze, od życia kogokolwiek inny na tej planecie. I TAK, włączając w to głodujące dzieci w Afryce, więc po prostu nie pytaj…


8 komentarzy:

  1. życzę powodzenia i dużo wytrwałości, pamiętaj, że każdy ma czasem gorsze dni i wtedy nie ma co się załamywać i trzeba iść do przodu!

    OdpowiedzUsuń
  2. http://takecareofyourselfandbefit.blogspot.com/ ZAPRASZAM!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Luz, u mnie to był już batyskaf :D Wszystko się da, powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie przeglądałam Twojego bloga! Niezła przemiana. Szacuneczek ;)

      Usuń
    2. E, to dopiero początek, teraz będzie najciężej, bo trzeba zmagać się z efektami "po", ale trzeba wytrwać ;) Dasz radę!

      Usuń
  4. Przejrzałam kilka postów i uważam że twojego bloga nie opłaca się czytać od środka ;)
    Wracam na 1 posta! I przeczytam od deski do deski ;)
    Pozdrawiam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe, serio? Dziękuję bardzo za taki komplement :) !

      Usuń

Popularne posty